fbpx

Ludzie fundacji

Zarząd

Monika Goetze – Prezes Zarządu Fundacji

W Fundacji jestem po to by pomagać zwierzętom i tym którzy tym zwierzętom pomagają. Stanowisko Prezesa jest dla mnie symboliczne. Chcę, żeby Jadzia i Gucio byli przykładami jak można odmienić los zwierzaka. Jadzia to jeden spośród kilku adoptowanych przeze mnie psiaków. Była odebrana interwencyjnie z patologicznej rodziny. Mieszkała wraz z innymi psami w betonowej komórce bez dachu, który latem był piekarnikiem a zimą lodówką. Maleńka Jadzia, która ważyła niecałe 6 kilogramów rodziła dwa razy w roku szczeniaki. Żyła na swych własnych odchodach w grupie psów na kilku metrach kwadratowych. Poznałam jej historię, zobaczyłam na zdjęciu i zabrałam do swojego domu. Kocham Ją do szaleństwa. Gucio to pies, którego znalazłam pod drzwiami leśniczego. Był szczeniakiem, miał dwa miesiące, był zapchlony, prawie bez sierści, słaniał się na małych nóżkach w mroźny styczniowy poranek. Cudem odratowany wyrósł na pięknego psa. Jego traumę i lęk przed obcymi ludźmi leczymy do dziś. Jego miłość przezwycięża wszystkie duchy przeszłości i przynosi radość z każdego przeżytego dnia wspólnie z nami.

Natalia Goetze – Wiceprezes Zarządu z Szilą

Cieszę się, że mogę być częścią fundacji i jestem pewna, że sprostam powierzonym mi zadaniom. Moim celem jest walka z bezdomnością i przemocą wobec zwierząt. Szila to mój pierwszy adoptowany pies, otworzyła mi oczy na problem bezdomności i agresji wobec zwierząt. Nigdy nie zapomnę dnia gdy Ją zobaczyłam, przepiękny, trochę niedożywiony owczarek niemiecki ,który skradł moje serce w sekundę. Szila nie była psem dla każdego, nie jest to typ , który na widok człowieka merda wesoło ogonkiem i domaga się pieszczot. To pies, który rodził w lesie szczeniaki i podrzucał je do pobliskiego gospodarstwa, pies który w swoim życiu zaznał wiele bólu i upokorzenia, bała się własnego cienia.

Szila pokazała mi jak wiele miłości, cierpliwości a przede wszystkim czasu potrzebuje skrzywdzone zwierzę by zaufać. Każdego dnia Szila przypomina Nam jak wiele zła i cierpienia jest jeszcze na świecie.

Justyna Budnik – Członek Zarządu Fundacji z Bety

Jestem w Fundacji, chcę być jej częścią i chcę pomagać. Bety to suczka znaleziona na trasie pomiędzy Warszawą i Puławami. Głodna, zaniedbana, zapchlona i wylękniona szukała pomocy. Pomimo upływu dwóch lat lęk pozostał, ale miłość do nas jest bezgraniczna i przezwycięża wszystko. Kochaj wszystkie zwierzęta one na to zasługują! Pomagaj!

Ludzie Fundacji

Aneta – Wolontariusz z  koniem Blue

W fundacji jestem odpowiedzialna za udziale w interwencjach w przypadkach, kiedy trzeba ratować potrzebujące zwierzęta. Dodatkowo pomagam w bezpiecznym transporcie zwierząt do weterynarza aby zapewnić im szybką pomoc, aby ograniczyć ewentualne cierpienie. Jestem osobą dynamiczną i pełną energii, dlatego wiele zadań jakie mam do zrealizowania w ciągu dnia jest idealnym dopasowaniem do mojego charakteru. Warto pomagać!

Beata – Wolontariusz z końmi Buba i Źrebię

Cześć jestem Beata !

Dlaczego tu jestem ? Z jednej prostej przyczyny… kocham zwierzęta i uważam że konie są terapeutyczne, dają mi oderwanie od rzeczywistości a ja im bezpieczne ręce które miziają. Moim głównym celem jest aby niegdyś skrzywdzone zwierzaki czuły bezpieczeństwo oraz spokój. Jestem dla nich, staram się być oparciem w bardzo często niezwykle ciężkich chwilach, opiekuje się nimi. Dążę do tego aby czuły się swobodnie, aby odzyskały wiarę w ludzi i ich intencje.

Sprzątanie obornika, naprawa zepsutych paśników, budowanie wiat czy przemycanie smaczków co z reszta uwielbiam jest dla mnie budowaniem ich wolności i zachęcam do udziału w naszych małych codziennych misjach bo nie ma nic piękniejszego niż poczucie bycia potrzebnym tym małym i dużym.

Zapraszamy do Paprotni 😁

Blanka – Wolontariusz z kotem Arganem

Każdy ma w sobie dar, który może dać innym. Każdy ma umiejętność, która może zmieniać świat na lepsze…

W fundacji jestem fotografem oraz prowadzę portale społecznościowe. Jestem głosem tych, którzy sami tego głosu nie mają. 

Z fundacją jestem związana sercem, a także w sposób dosłowny – kotem Arganem. To jeden z byłych podopiecznych Naszej fundacji. To kot niezwykły, który jak dla mnie jest dowodem na to, że zwierzęta wracają do nas w innym wcieleniu. 

W momencie, gdy pojawił się w Naszym domu zachorował na panleukopenie – po kilkudniowych kroplówkach wrócił do zdrowia. Natomiast zaraził chorobą kota, który już z nami był. Naszego ulubieńca, Rysia. Rysia nie udało się uratować, a w raz z jego odejściem pękło nasze serce. 

I właśnie wtedy zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe… Argan, z dnia na dzień stawał się coraz bardziej podobny do Rysia. Z wyglądu i z zachowania… do tego stopnia, że zaczęliśmy mylić imiona. Zdarza się to jeszcze teraz… 

A ja po prostu czuję, że Rysio nie odszedł. 

Widzę to w oczach Argana. 

Więź między nami jest wręcz podwójna. Rozumiemy się bez słów. Każdej nocy przytula się jak dziecko, każdego ranka  przy mnie czuwa i przybiega na same mrugnięcie oczu… 

 

Dlatego warto być otwartym na nowe istoty, które przecinają nasze drogi. Czy to pies na ulicy, czy kot w lesie… bo nigdy nie wiadomo kto się za tym kryje? Może ktoś za kimś bardzo tęsknimy?

 

Kacper – Wolontariusz z Franią

Siema. Mam na imię Kacper jestem wolontariuszem Fundacji dla Harry’ego, a ta mała czarna istotka na moich rękach to Frania. Jest ze mną już 8 lat. Adoptując ją, uratowałem jej życie, ponieważ groziło jej zamarznięcie albo śmierć spowodowana głodem. Frania była świadkiem mojej ewolucji z głupiego małolata na dorosłego faceta z planami na przyszłość. Witała razem ze mną moich kochanych synów. Traktuje ją jak moje najstarsze dziecko. Jak moją córkę. Jest moim przyjacielem aż po grób. Kiedy byłem małym chłopcem zawsze zazdrościłem mojej mamie tego, że wszystkie nasze psy tak ją kochają i są w nią wpatrzone, dopóki Frania nie pojawiła się w moim życiu. To mój cień, chodzi za mną krok w krok, więc spełniło się moje dziecięce marzenie.

Kasia – Wolontariusz z koniem Magia

W fundacji jestem by pomagać na tyle ile potrafię tym małym i dużym zwierzaczkom. Każdy z nas może pomagać wystarczą dobre chęci.

Warto pomagać !

Krzysiek – Wolontariusz

W fundacji pomagam w bezpiecznym transporcie zwierząt, tych większych i tych mniejszych. Bardzo podoba mi się to, że w fundacji każdy z wolontariuszy ma inne umiejętności i możemy wspólnie nieść dobro.

Warto pomagać !

Małgosia – Wolontariusz i koń Tupak

Jestem dumna, że mogę być częścią Fundacji. Od zawsze, gdy mogę to pomagam – to to, co uwielbiam robić, co daje mi ogromna radość i satysfakcję. Uczucie, którego nie da się opisać, a uzależnia niczym adrenalina. Przyszedł dzień, gdy pierwszy raz zobaczyłam Konia, stał smutny, z opuszczoną głową niczym Osiołek, pogodzony z własnym losem, miał zostać sprzedany w kilogramach na mięso. Taki młody, a nie wiadomo ile już przeżył. Został CUDEM ocalony! CUDEM wybrany spośród wielu! Ta chwila, gdy poznałam go osobiście  była dla mnie przełomem, była dla mnie czasem, w którym zmieniło się moje życie. On (nazwałam go CUDAKIEM)  i czas spędzony z nim, pokazał że jednak można kochać bardziej, że można w codziennym dawaniu całego  siebie własnej rodzinie, wyłuskać coś jeszcze dla zwierząt – tych, którzy sami sobie nie poradzą, którzy potrzebują wsparcia. On – CUDAK – pokazał mi, że szacunek, pokora, empatia są tym, co powinno nami w życiu kierować. Nie potrzebujemy  wiele, tylko ogromnego serca i chęci do działania, aby zmieniać świat na lepszy. Dlatego pomagam i będę pomagać, aby inni, tak, jak ja, poczuli to właśnie uczucie!

Mariusz – Wolontariusz i kot Pirat

Praca społeczna dla Fundacji to zaszczyt, przyjemność i odpowiedzialność. Staram się, każdą wolną chwilę poświęć na pomoc zwierzętom. Ważnym zadaniem, które spoczywa na nas wspólnie z Piratem jest zapewnienie z środków własnych finansowania naszej organizacji na pokrycie kosztów administracyjnych. Robimy to po to, aby pieniądze darczyńców były w 100% wykorzystane na pomoc dla zwierząt. Pirat nasz przyjaciel, jeden z wielu braci mniejszych żyjących z nami, został uratowany w 2003 roku w pobliżu jednej z mazurskich wsi. Cała jego rodzina, matka i rodzeństwo została zagryziona przez dzikie zwierzę. Jemu jedynemu udało się przeżyć. Przygarnięty jako mały osesek z jednym okiem od początku stał się „oczkiem” w głowie. Dorósł i pomimo jednego oka stał się „Alfą” wśród kotów. To on pokazuje młodym kotom jak się odnaleźć w byciu kotem w dużym stadzie. Pirat, jednooki Jordan Amerykański krótkowłosy, na pomoc zwierzętom!

Marcin – Wolontariusz i Borys

Pomagam w sprawach formalnych i technicznych, jestem analitykiem i sprawozdawcą. Ja i pewien Golden, gość o imieniu Borys. Potężna postura, imponujące uzębienie i … gołębie serce. Pomagaj! Warto Pomagać.

Mariusz “Szczupak” – Wolontariusz i kot Leon

Mariusz “Szczupak” to nasz “Bob Budowniczy”. Każda budowa w Fundacji jest realizowana przez Mariusza. Nieważne czy jest to stajnia, buda czy zagroda dla zwierząt każdą z nich potrafi zrobić “Szczupak” i obserwator Leon. Leon przybłąkał się do nas w 2012 roku. Na początku był dominujący i agresywny. Po kastracji stał się spokojnym kotem, który dzień spędza na obserwowaniu zmieniającego się świata. Szczupak i Leon na pomoc zwierzętom!

Michał – Wolontariusz i kotka Amber

W fundacji prowadzę stronę internetową, oraz staram się wspierać w transporcie zwierząt do nowych domów.

Kotka Amber została przeze mnie znaleziona na drodze, ledwo stała na nogach na środku ulicy chwiejąc się z osłabienia a oczy były zaropiałe. Była chora na koci katar i na jednej z wiejskich dróg została porzucona na pastwę losu oczekując na ratunek. Kiedy zatrzymałem się przy niej samochodem, od razu wziąłem ją na ręce i wiedziałem że nie mogę jej tam zostawić. Pomimo tego, że jechaliśmy z żoną na spotkanie i okoliczności nie sprzyjały na nieplanowanego pasażera musieliśmy ją stamtąd zabrać.

Od kiedy Amber jest z Nami, okazuje każdego dnia swoją wdzięczność za uratowanie jej życia.

Warto pomagać!

Natalia – Opiekun stada w Paprotni z końmi Jagodą i Alinorem

 

Cześć !

Nazywam się Natalia i jestem założycielką azylu „Oaza Międzyleś” który stał się częścią Fundacji dla Harry’ego, dlatego mam zaszczyt oraz niesamowitą przyjemność opiekowania się blisko 50 końmi ☺️

Z końmi jestem od dzieciństwa, dokładnie 23 lata. Doświadczenie oraz wiedzę zdobywałam powoli ale sukcesywnie, dlatego dziś już wiem jak słuchać koni oraz ich potrzeb. Opiekuje się nimi na codzień… karmie, czyszczę, pielęgnuje ale przede wszystkim KOCHAM !

Żyje i oddycham z nimi oraz dla nich, naszych ocaleńców !

Moja misja to czysty sprzeciw względem okrucieństwa jakiego dopuszczają się ludzie. Sprzeciw przeciwko poniżaniu, gnębieniu, biciu, głodzeniu a finalnie zabijaniu koni w rzeźniach! Pracuje z końmi skrzywdzonymi behawioralnie które uciekają się w agresje, lęk oraz nadpobudliwość. Prowadzę stado według zasady „Od dziś jesteś WYRODZONY” czyli urodziłeś się na nowo w chwili przyjścia pod moje skrzydełko a ja przeprowadzę Cię przez ten trudny czas i wprowadzę w stan poczucia bezpieczeństwa.

Moją domeną jest;

– Empatia

– Spokój

– Bezpieczeństwo

– Wolność

Chciałabym abyście pamiętali że BEZ WAS NIE MA NAS dlatego przyjeżdżacie, bądźcie i kochajcie nasze misiołki.

Paweł – Opiekun stada w  Świdniku z Dusią

Paweł na co dzień opiekuje się ponad dwudziestoma psami w przytulisku Świdniku. Dzięki pasji i zamiłowaniu do zwierząt powierzone zadania wykonuje z cierpliwością i oddaniem naszym małym braciom. Nakarmić całe towarzystwo, wyjść na spacer, posprzątać lub coś naprawić to nie lada wyczyn. Dusia, to malutka suczka, która skradła serce Pawła i jest do Niego bardzo przywiązana.